Każdemu przyda się trochę ruchu, zarówno mnie jak i Norce.
Kilka miesięcy temu zaczęłam trenować z Norką dog-trekking.
Codziennie półtora, może da kilometry po polnych drogach.
Szło nam całkiem nieźle, ale zrezygnowałyśmy po kilku dniach skąpanych w słońcu.
Brak odpowiedniej smyczy i pasa nie napawał mnie optymizmem, więc dog-trekking został trwale zawieszony.
Wracamy do naszego sportu od Nowego Roku. Jeśli dobrze pójdzie rozruszam Norę jeszcze przed Sylwestrem i od pierwszego stycznia zaczynamy.
Posiadanie psa to wieczne wydatki pieniężne. Sama karma, nie tylko w tym miesiącu, kosztuje 11zł/kg (Fitmin). Trzeba liczyć razy trzy, bo psisko zjada około 3 kilo karmy, czasem 3,5.
Następnie kłopoty z uszami. Zapalenie ucha środkowego już wyleczone, ale trzeba dwa razy w tygodniu przemywać Canorem. Dwadzieścia złoty za 55 ml, pół butelki na miesiąc.
(Muszę dodać, że Norka musiała mieć kupiony również Aurizon, którego cena również przekracza 20zł).
Trzeba Norze kupić dysk do łapania, witaminy, smycz treningową i jeszcze jakieś bzdety, w końcu zbliża się Gwiazdka i psisko też coś chce dostać.
Powyżej stare zdjęcie z jednego spaceru w czasie
uprawiania dog-trekkingu.
Wykonane około rok temu, teraz obie wyglądamy inaczej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz